Jak co roku początek lipca stoi u mnie pod znakiem Open'era. Tym razem były to już moje trzecie odwiedziny na tym festiwalu. W odróżnieniu od roku poprzedniego byłem tylko na pierwszym i drugim dniu.
Czwartek (1 lipca)
Nie jestem wielkim fanem Pearl Jam ale tego koncertu nie mogłem opuścić. Wrażenia jak najbardziej pozytywne aczkolwiek występ nie powalił mnie na kolana. Nie mam pojęcia z czego to wynikło ale niektóre kawałki zostały zagrane jakby były przyspieszone 1,5 razy. Bardzo fajnie wyszła przemowa Eddiego po polsku, mniej fajnie przesuwanie wszystkich o trzy kroki do tyłu.
Setlista była porządna i długa. O ile dobrze zanotowałem zagrali piosenki chyba ze wszystkich płyt:
- 'Interstellar Overdrive'
- 'Corduroy'
- 'Do The Evolution'
- 'Hail Hail'
- 'Got Some'
- 'Elderly Woman Behind The Counter In A Small Town'
- 'Amongst The Waves'
- 'Unthought Known'
- 'Even Flow'
- 'Just Breathe'
- 'Daughter'
- 'Given To Fly'
- 'Arms Aloft'
- 'Why Go'
- 'Jeremy'
- 'RVM'
- 'The Fixer'
- 'Wasted Reprise'
- 'Better Man'
- 'Black'
- 'Alive'
- 'Rockin' In The Free World'
Piątek (2 lipca)
Tym razem przyjechałem na Massive Attack oraz, ze względu na Asię, na Mando Diao. Ten ostatni pominę bo to zupełnie nie moja bajka. Podobno koncert się udał.
Po Mando Diao przyszła pora na Massive Attack. Co prawda oprawa wizualna nie była oryginalna, gdyż 2 lata temu w tym samym miejscu zespół użył takie samego wyświetlacza, jednak śmiem twierdzić, że koncert był nawet nieco lepszy niż ostatnio. Zadziwiające jak świetnie może brzmieć jak by nie patrzeć muzyka elektroniczna z żywą perkusją (a nawet dwiema!), gitarą basową i elektryczną. Koncert zaczął się od znakomitego United Snakes, które z niewiadomych powodów nie znalazło się na ostatniej płycie MA Heligoland.
Potem przyszła pora na najlepsze kawałki z Heligoland, w tym najlepszy moim zdaniem Girl I Love You z wokalem Horace'a Andy'ego oraz z Mezzanine i Blue Lines (zabrakło tylko Unfinished Sympathy). Panowie zakończyli koncert (nie licząc bisa) fenomenalnym, dziesięciominutowym wykonaniem Atlas Air, które długo jeszcze chodziło mi po głowie.
Wrażenie robiła też wspomniana oprawa wizualna, z wyraźnym przesłaniem polityczno-społecznym. Pełna setlista przedstawia się następująco.
- 'United Snakes'
- 'Babel'
- 'Rising Son'
- 'Girl I Love You'
- 'Mezzanine'
- 'Angel'
- 'Inertia Creeps'
- 'Splitting The Atom'
- 'Safe From Harm'
- 'Atlas Air'
- 'Karmacoma' (bis)
Ogólnie tegoroczny festiwal nie był tak udany jak poprzedni, głównie za sprawą doboru wykonawców. Dało się także zauważyć mniejszą ilość osób na koncertach. Dla porównania rok temu na wyjazd z parkingu czekałem co najmniej godzinę. W tym nie czekałem nawet kilku minut.
* * *
LOL
Leniwe oczekiwanie umila Lao Che.
Za wrodzone lenistwo trzeba płacić. W tym przypadku brakiem piwa. :(
Bez komentarza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz